zamówiłam auto już dwa tygodnie temu.
zaznaczając że koniecznie ma być to kombi.
Bagaży miałam sporo i jeszcze kwiatek dla mamy.
pan potwierdził, więc spokojnie czekałam.
przyjechało auto, osobowe, z tycim bagażnikiem.
napakowane bagażami współtowarzyszy do granic możliwości.
zabrakło mi słów.
zamknęłam kolesiowi drzwi przed nosem po słowach że przecież mogę bagaże trzymać na kolanach.
przez 1000 km dwie duże torby, dwie siaty z biedronki, róże i storczyka.
wyobrażacie sobie?
o godzinie 20 załatwiła mi koleżanka inny transport. Jej znajomego niby, który okazał się nieznajomym. ale to za długa historia.
zadzwonił ten znajomy nieznajomy , mówiąc że w nocy mam jechać z nim do jego mieszkania, tam się prześpimy i o 4 rano ruszymy do kraju.
ciekawe co nie?
pojechałam z nim, żyję.
droga ciekawa, kolega również, szkoda że tak dużo młodszy.
zgrzyt pod Poznaniem, kiedy chciał wysadzić mnie na stacji na autostradzie- jechał z przyczepką i nie mógł do mnie dojechać, bo nie miał wykupionego viatoila.
tak zaczęłam na niego wrzeszczeć, że w końcu go kupił i dalej już bez przygód.
jestem w domu i nie wiem
kiedy odeśpię.