Udało mi się wczoraj pokonać więcej niż 50 km na rowerze.
Chwalę się bo całkiem niedawno 5 km to był dla mnie spory dystans.
A dzisiaj przekonałam się jak łatwo zmienić perspektywę.
Podczas krótkiej wycieczki rowerowej zatrzymała mnie starsza para rowerzystów, którzy nie bardzo wiedzieli gdzie są i jak dalej jechać.
Powiedziałam im że mają dwie opcje dotarcia do celu - krótszą , ale prowadzącą mocno uczęszczaną drogą lub odrobinę dłuższą- za to prowadzącą nad brzegiem jeziora, następnie osiedlem domków jednorodzinnych i brzegiem drugiego jeziora.
Pan zapytał czy ta dłuższa trasa to jest długa - a ja mu że nie, ma tak około 18 km.
Jakoś dziwnie się spojrzał...
Dopiero po godzinie dotarło do mnie że 18 km jeszcze nie tak dawno było sporym odcinkiem dla mnie.
W pracy nadal bardzo mi się podoba, przyjeżdżam z mojej trasy zamieniam się w pomoc kuchenną: kroję warzywa, lub pakuję sałatki, albo po prostu zmywam naczynia, których jak to w kuchni jest sporo.
Ale atmosfera całkiem przyzwoita, szefowa w porządku, współpracownicy również bez zarzutu, cudownie.
Dzieci się uczą jak na razie pilnie,
rower naprawiłam, nie zapłaciłam majątku:)
W wolnych chwilach spaceruję, czytam oglądam bzdurne programy w TV, moim ostatnim hitem są małe amerykańskie królowe piękności ( tytułu nie pamiętam)
i Wielkie wesela amerykańskich Romów ..
tak że ten no tego,
ambitnego lub dobrego kina nie polecę chwilowo:)
a w sobotę kolejny koncert, tym razem planowany!
Wczoraj wmawiałam sobie że pozytywne nastawienie jest w stanie spowodować że kłopoty jakoś się rozejdą po kościach.
Poparzony tata się goi, Mamie rozwalona głowa też, rower odstawiłam do komórki po tym jak przerzutki wkręciły mi się w koło a ja efektownie przeleciałam przez kierownicę.
Dzis rano dziecko wylądowało w szpitalu a ja w tym czasie byłam 40 km od domu na zakrapianym koncercie.
Za dwa tygodnie mam sprawę w sądzie przed którą odczuwam irracjonalny strach. Albo mnie opuści ta czarna seria albo po prostu muszę przestać się przejmować co nie?
ps. Po za tym jest ok
Dni ostatnio wyglądają tak samo, nie wiem dlaczego.
Czasami zdarzają się miłe i niespodziewane spotkania - wczoraj takie było - krótko ale miło było :)
Dzisiaj od rana choruję, nie wiem czy coś mi zaszkodziło czy to po-prostu skutki uboczne comiesięcznych dolegliwości.
Ale mimo złego samopoczucia wybrałam się z Żoną, jej mężem i dziećmi nad jezioro i spędziłyśmy cudowne popołudnie i wieczór.
Z drugą Żoną niestety nie spotykam się już tak często jak bym chciała, ale widać nie ma takiej potrzeby.
Szkoda, bo bardzo ją lubię, mimo że charaktery mamy inne, ale cóż na siłę nikogo się nie zmusi.
Na szczęście na brak fajnych, wesołych i życzliwych znajomych nie narzekam.
A w sobotę wybieram się do Pseudonarzeczonego na koncert :)
A co!
Rower uległ awarii no to zaczęłam biegać.
Biegnę wolniej niż idę tak wychodzi z obliczeń ale co mi tam:)
Córka wróciła po 3 tygodniach - zadowolona bardzo i brudna niemiłosiernie.
A takie zdjęcie pięknie kiczowate udało mi się zrobić, wrzucam wszędzie to i tu wrzucę ( zdjęcie lekko poprawione przez moją Ulubioną Ciocię)
Zostałam wysłana na przymusowy urlop od jutra do piątku.
Trochę jestem zła bo wiąże się to z mniejszym wynagrodzeniem i po za tym łubie swoją pracę.
No ale stwierdziłam że trzeba szukać pozytywów i przestałam tak się tym przejmować.
Spędzę więcej czasu z moim dzieckiem, może w końcu pozbieram pranie z fotela?
A może pojadę z Olkiem na długą wycieczkę rowerowa?
Jutro tylko muszę zrobić porządek z autem, niestety pękła mi felga i od piątku walczy z nią wulkanizator.
Wiem że już było i się powtarzam ale o zaletach ruchu nigdy za mało.
Po pierwsze poprawia się kondycja - jakby mi ktoś dwa lata temu powiedział że po przejechaniu rowerem 20 km nie ma się nawet zadyszki to bym go wyśmiała. Zaczynałam od 3- 4 km dziennie, w tej chwili około 20 km traktuję jako dłuższy spacer, nie zawsze mam czas wiadomo ale około 100 km tygodniowo to taka norma od dwóch miesięcy.
Albo że spokojnie można przejść 8 km do sklepu - sprawdziłam takie odległości pokonywałam jak byłam w Holandii i wcale nie przeszkadzało mi to w dalszej w ciągu dnia aktywności.
A najważniejsze - intensywny ruch poprawia samopoczucie, sprawia że problemy dnia codziennego można odrobinę złagodzić.
Mi najbardziej pasuje rower i pływanie, bieganie to jednak dość duże obciążenie dla moich stawów które noszą całkiem sporo słoniny:)
Ale nie ważne jak i gdzie ważne żeby się ruszać!
Ale mi wyszło moralizatorsko...
Może tak miało być?
Niby urlop a cały czas coś.
Ale załatwiłam prawie wszystkie niezbędne dokumenty żeby próbować wrócić do zawodu.
Niestety termin komisji został odwołany wiec do lekarza po zdolność mogę iść dopiero w połowie sierpnia.
Najbliższy realny termin komisji wrzesień.
Jutro idę na spacer ziołowy nad Wartą.
Później miała jechać na Festiwal w Jarocinie, ale nie jadę.
W niedzielę na Festiwal Jeździecki Baborówko.
A w poniedziałek odbieram rower z serwisu!
Cudownie!
Jakoś tak czas mnie goni od kilku dni, niby nic nie robię a pyk i wieczór.
Wczoraj miałam cudowny dzień bo urodziło się dziecko, wyczekane dziecko !
Dziś trochę smutnych wiadomości z bliskiego podwórka ale z szansą na dobre zakończenie.
Oprócz tego rower mi zgrzyta i piszczy.
Znikąd pomocy - sąsiedzi mówią ze to jest normalne.... hm, ciekawe jakoś miesiąc temu nie było tych dźwięków...
Jeszcze trzy dni i urlop.
Pierwszy raz od kilku lat wcale się nie cieszę, chyba lubię swoją pracę.
Gorąco.
Rowerem zrobiłam 17 km.
Wróciłam załamana, coś mi cały czas stukało i do tego zgrzytało.
Umyłam rower, nasmarowałam i przeszło!
Umiem naprawiać rowery!
Znalazłam na ogródku nową roślinkę - Przetacznik perski.Veronica persica Poiret
dodałam ja do mojego pesto -nie zmienilo smaku .
Przetacznik jest ziołem o rozległym działaniu: zatrucia mikotoksynami, grzybami; uszkodzenie wątroby, ; stany skurczowe układu żółciowego, marskość i stłuszczenie wątroby, uszkodzenia układu nerwowego, choroby reumatyczne, osteoporoza, choroby alergiczne. Stany zapalne spojówek i naczyniówki, zapalenie siatkówki . Stany zapalne narządów płciowych . Więcej do przeczytania TU
a po za tym?
W pracy bardzo mi się podoba, mimo licznych siniaków i noszenia naprawdę czasami ciężkich rzeczy.
Weekend bez dzieci bo w końcu udało mi się ich pozbyć:)
Co będę robić?
Czytać, oglądać, jeździć rowerem, gotować.
Będzie miło i spokojnie, czego i wam życzę:)
Oczywiście normalni ludzie siedzieli by nad najbliższym zbiornikiem wodnym i się taplali cały dzień.
My wybraliśmy taki bardziej oddalony.
Jedyne 11 km rowerem w jedną stronę.
Dzieci zadowolone.
Ja też.
Wieczorem grill z rodzicami.
A później pognałam nad moje najbliższejezioro.
Pooglądać moje cudowne widoki.
Dziś podczas wycieczki po okolicy pojechaliśmy w cudowne, ciche i spokojne miejsce, nad jezioro Małe Kierskie, w miejsce kultu św Faustyny Kowalskiej.
Miejsce tak piękne i spokojne, że nawet dzieci mi się wyciszyły na chwilę.
A Ewelina stwierdziła że jeszcze nigdy nie czuła takiego spokoju.
Posiedzieliśmy na ławce dłuższą chwilę radując oczy widokiem, a uszy śpiewem ptaków i ciszą.
Zresztą to co napisała św Faustyna odzwierciedla cudowność miejsca. "Kiedy byłam w Kiekrzu, aby zastąpić jedną z sióstr na krótki czas, w jednym dniu po południu poszłam przez ogród i stanęłam nad brzegiem jeziora, i długą chwilę zamyśliłam się nad tym żywiołem. Nagle ujrzałam przy sobie Pana Jezusa, który mi rzekł łaskawie: "To wszystko dla ciebie stworzyłem, oblubienico Moja, a wiedz o tym, że wszystkie piękności niczym są w porównaniu z tym, co ci przygotowałem w wieczności". Dusza moja została zalana tak wielką pociechą, że pozostałam tam do wieczora, a zdało mi się, że jestem krótką chwilę. Dzień ten miałam wolny i przeznaczony na jednodniowe rekolekcje, więc miałam zupełną swobodę oddać się modlitwie." - Część Dzienniczka
zdjęcie nie oddaje uroku miejsca niestety
Oprócz zwiedzania okolicy, moje dzieci rozpoczęły sezon pływacki :D